wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 4"Walka o wszystko"

Jeszcze raz przepraszam za utrudnienia i życzę miłej lektury ~ Daphne


   Przez całe śniadanie rozmawialiśmy o tym na kogo możemy trafić i jakie wtedy mamy szanse na zwycięstwo. Mieliśmy nadzieję, że nie będziemy musieli ze sobą walczyć. Zjedliśmy szybko jakieś kanapki i poszliśmy na aulę. Przemeblowanie tej sali rzucało się w oczy. Krzesła zostały przesunięte pod ścianę, tak aby w środku pomieszczenia była okrągła arena. Tam gdzie stała mównica, zobaczyliśmy posągi greckich bóstw i kilku nimf. Usiedliśmy na miejscach, a po chwili przybyli pozostali, nowicjusze i nauczyciele.
   -Witajcie!- powiedziała dydyrektoa-  Ceremonię czas zacząć!
Po koleji podchodziła do każdej rzeźby i pytała czy ten bóg chce mieć syna lub córkę. Ależ się zdziwiła odpowiedzią Artemidy, która się zgodziła. Następnie wyczytywała po kolei ich imiona, a oni wyznaczali osoby, które miały walczyć. Dyrektorka wszystko zgrabnie zapisywała. Mnie wybrała Artemida, Savannah Temida, Artura Hades, a Jamesa Apollo. James walczył jako pierwszy z nas. Za broń wybrał sobie łuk i tarczę, jego przeciwnik miecz i włócznię. Pojedynek szybko się skończył. James wytrącił chłopakowi włócznię i cały czas strzelał do niego z łuku. Trafił w serce za trzecim razem. Savannah też wygrała. Dziewczyna, z którą walczyła, była tak wystraszona, że po prostu nadziała się na jej miecz. Artur został poważnie ranny, ale wyszedł z walki zwycięsko. No i czas na mnie. Wybrałam sztylety (w liczbie 3)  oraz łuk. Moja przeciwniczka- Martha - wybrała miecz i lancę. To by£a długa walka. Jej miecz wylądował poza areną, a mój łuk był już do niczego, ponieważ nie miałam strzał. Trafiły dwie, jedna w jej ramię, a druga w łydkę. Już myślałam, że mnie pokona. Rzuciła się na mnie z tą lancą, a ja nie wiem jak, dosięgłam ją sztyletem. Usłyszałam wtedy " Daphne Wiliams jesteś od dzisiaj córką Afrodyty", a nade mną śświecił znak Artemidy (łuk na tle księżyca w pełni). Wróciłam oszołomiona na swoje miejsce. Wygrałam! Moi przyjaciele wygrali! Szczęśliwsza być nie mogłam. Było mi żal zabitych, ale nie zmienia faktu, że przeżyłam, a to jest najważniejsze.

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 3"Pierwszy dzień"

Dla najlepszej czytelniczki Herkules
        ~Daphne



   Śniadanie było boskie. Cztery rodzaje płatków na mleko, różne sery i wędliny, chleb jasny oraz ciemny po prostu full wypas. Usiadłam przy stole, który znajdował się w samym środku. Z czasem dosiadły się inne osoby. Pierwsza była dziewczyna o imieniu Savannah. Miała takie piękne, długie, kasztanowe włosy. Następnie dosiadł się Artur. Muszę przyznać, że od razu widać było wokół niego aurę siły. Ostatni przyszedł James. Nie był może taki silny jak Artur, ale na pewno bardzo inteligentny. Od razu staliśmy się przyjaciółmi. Po śniadaniu poszliśmy do auli na drugim piętrze. Usiedliśmy w pierwszym rzędzie. Sala była bardzo przestronna wzorowana na greckich amfiteatrach. Chwilę później przyszli inni, czyli pozostali nowicjusze i dyrektorka.
   -Witajcie! Proszę usiąść!- krzyknęła.
Podeszła do mównicy z mikrofonem i zaczęła przemawiać.
   -Mam wam wytłumaczyć dlaczego tu jesteście- zaczęła.- Więc mówiąc prosto z mostu wszystkie mity greckie, "Iliada"Odysejpjj oraz wszyscy bogowie greccy istnieją naprawdę. Was wybrano ze względu na wasze pochodzenie z tamtego okresu i talenty. Każdy z bogów na specjalnej ceremoni wybierze dwóch nowicjuszy i utworzy wokół nich krąg światła i ta dwójka stoczy od razu walkę na śmierć i życie. Zwycięzca staje się synem lub córką danego boga i będzie mieć specjalne moce. Ponadto zwycięzcy mogą uzyskać dodatkowego boskiego opiekuna.- wytłumaczyła.- Pierwszy rok będziecie się uczyć podstaw, drugi polega na opanowaniu sztuki walki wszelką bronią, w trzecim nauczycie się panować nad swoimi darami, a w czwartym nauczycie się jak przystosować się do innych ze swoimi mocami- ciągnęła.- Ceremonia odbędzie się jutro po śniadaniu, a najbliższy tydzień jest wolny od zajęć. I jeszcze jedno. Po uznaniu przez boga wasz wygląd zewnętrzny też się zmieni. Dziękuję za wysłuchanie mnie! Powodzenia jutro! Stroje na jutrzejszą ceremonię są w waszych pokojach- skończyła.
Osłupiali siedzieliśmy jeszcze przez pięć minut na swoich miejscach. Wstałam pierwsza, a za mną Savannah, Artur i James. Poszliśmy od razu do swoich pokojów. Musieliśmy to przemyśleć. Na łóżku leżała piękna, grecka toga z pozłacanym paskiem i skórzanymi sandałkami. Położyłam te rzeczy na krześle i zaczęłam czytać moją ulubioną książkę na łóżku. Dzień minął bardzo szybko: obiad, czytanie, wieczorna toaleta i sen. Przez resztę dnia żaden nowicjusz już się nie odezwał. Wszyscy musieliśmy to w całości przetrawić, a do tego dochodził jeszcze stres przed jutrem. Ciekawe kto mnie jutro wybierze.

czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 2 "Mój pokój"

Pokój był bardzo mały. Pod niewielkim oknem stało skromne, jednoosobowe łóżko. Obok stało duże biurko z krzesłem. Na blacie stała mała lampka, ryza papieru, podręczniki, zeszty i pióro z inkaustem. Niedaleko drzwi znajdowała się szafa wypełniona mundurkami. Każdy z nich miał tarczę Akademii (błękitne pole, w środku któreo widniała ręka trzymająca błyskawicę). Podłogę wyłożono ciemnymi panelami. Ogółam pomimo, że pokój był mały to uważam, że przytulny. Usiadłam przy biurku i otworzyłam tajemniczą kopertę. Był tam list (dziwnie krótki) i plan lekcji. Przeczytałam najpierw ten dłuższy bo jakże inaczej.
                     Poniedziałek.    Wtorek.   Środa.          Czwartek.  Piątek.    Sobota
9.00-10.30. Śniadanie.   Śniadanie.   Śniadanie.   Śniadanie.   Śniadanie.  Śniadanie
10.40-12.10.   Gkg.               Ps.                  Ja.                 Jph.                   Ja.           Gkg
12.20-13.50.      Ja.               Jph.             Jph.                Jph.                     Ja.           .                                         14.00-15.30.  Obiad.        Obiad.          Obiad.         Obiad.                Obiad.      Obiad
15.40-17.10.     Ps.               Gkg.              Gkg.             Ps.                        Gkg.          Jph
17.20-18.50.    Jps.                Ja.                    Ps.             Ps.                          Gkg.          Ja
19.00-21.00. Kolacja i czas wolny.  Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny.  Czas wolny
21.00. Cisza nocna.  Cisza nocna.   Cisza nocna.  Cisza nocna.  Cisza nocna. . Kolacja i czas wolny
Gkg-greka i kultura grecka sala 1
Ja-język angielski sala 2
Ps-przedmioty ścisłe sala 10
Iph- język polski i historia sala 3
Posiłki są podawane na parterze w jadalni.

No, a list brzmiał tak:

                                                      Szanowna Daphne!
   Pewnie zastanawiasz się co tu robisz. Dowiesz się tego jutro. Mimo, że właśnie niedziela jest wolna (może, że masz karę) to ogłaszam apel na godzinę 11.00 w auli. Mam nadzieję, że odpowiem na wszystkie Twoje pytania i, że będziesz dobrze się tutaj czuła. Dyrektorka
                                                                                            Apollonia

Tym listem zakończyłam sobotni wieczór. Poszłam jak najszybciej do łazienki dziewcząt, a potem poszłam spać niemogąc doczekać się spotkania z dyrektorką.

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 1"Dziwna wizyta"

   Tydzień już minął. Żegnaj wolność i witaj Akademio. Rano spakowałam najważniejsze rzeczy i wsiadłam do auta mojej nowej szkoły. Po kilku godzinach jeżdżenia po polach i wsiach byłam na miejscu. Ogromny budynek był otoczony fosą jak w średniowiecznym zamku. Wjechałam do środka przez most zwodzony. Na podwórzu czekali inni, zazarówno dziewczyny i chłopcy,a wszyscy w moim wieku.
 - Do szeregu!!!- krzyczała kobieta do ponad 200 dzieciaków w wieku lat 14.
O dziwo wszyscy posłuchali. Zaczeli wyczytywać wszystkich nazwiskami.
  -Daphne Williams!- krzyknęła.
Na ugiętych kolanach podeszłam do niej ze swoją torbą. Wręczyła mi kopertę i powiedziała.
 - Pokój numer 13- i podała mi kluczyk.
Poszłam więc do pokoju jak moi poprzednicy. Nieświadoma niczego co się ma zdażyć w najbliższej przyszłości.




Mam nadzieję, że się podoba i powiedzcie szczerze czy mam kontynuować tę książkę. Do zobaczonka Michalina


wtorek, 23 czerwca 2015

Prolog

   Wszystko zaczęło się niepozornie. Moje życie obróciło się o 360 stopni właśnie dzisiaj. Najpierw przyszła do mnie i mojej mamy pewna starsza pani. Jej włosy były siwe, upięte w kok. Błękitne oczy przewiercały mnie wzrokiem. Ubrana była w szary kostium, który idealnie dopełniały jej prostokątne okulary . Zapytała nas czy mmoże wejść i nie czekając na odpowiedź bezceremonialnie weszła do salonu. Powiedziała byśmy usiadły.
 -Więc to pani nazywa się Cassandra, a pani córka to pewnie Daphne.Zgadza się?-powiedziała.- Ja jestem Helena i jestem dyrektorem akademii, która chce przyjąć pańską córkę- oznajmiła bez ogródek.
 -Przepraszam, to jakaś pomyłka- odpowiedziała mama.- Dlaczego mielibyście ją przyjąć skoro rzadko się uczy i nic nie robi?- zapytała.
  -Mamy ku temu swoje powody i zapewniam, że Daphne będzie miała najlepszą opiekę-zapewniła.- Tylko musi pani wyrazić zgodę- ooznajmiła.
 -Dobrze, ale co z podręcznikami i innymi rzeczami?-spytała
-Wszystko jest na miejscu- zapewniła- Za tydzień kogoś po nią przyślemy- powiedziała i wyszła.
  Stałam jak słup soli, a potem pobiegłam do parku aby odreagować spotkanie z dziwną dyrektorką. W końcu stwierdziłam, że muszę wykorzystać ten tydzień wolności i pożegnać się z rodzinnym miastem. No cóż, mam nadzieję że źle nie będzie.