Akademia Herosów
środa, 19 sierpnia 2015
Rozdział 12 "Za wszystko"
Dla wytrwałych bo długo czekali na rozdział. ~Daphne
Poszliśmy do salonu gdzie wszystkich zastaliśmy.
-Mamo, tato. Ja i Daphne musimy wam coś powiedzieć.- odparł James. - Otóż ja i Daphne ... jesteśmy razem i nasi boscy rodzice zostali naszymi patronami.- dopowiedział James.
Wszyscy stali jak wmurowani w ziemię. Pierwsza podeszła moja mama i udzieliła nam błogosławieństwa. Rodzice Jamesa nie byli tacy zadowoleni. Chyba planowali jego związek z kimś innym.
-Nie zaprzeczymy, że myśleliśmy o kimś innym dla ciebie, ale skoro bogowie tak chcieli to bądźcie razem szczęśliwi - powiedział Polideukes.
Widać było, że nie tylko oni, ale i Cassandra była niezadowolona. Nie przejeliśmy się tym zbytnio. Wyszliśmy z salonu i skierowaliśmy się w stronę pokoju Jamesa. Był na drugim piętrze. Przestronne wnętrze idealnie oddawało jego charakter. Ściany w kolorze słońca bardzo mnie zaskoczyły. Jakby wiedział, że Apollo będzie jego ojcem. Pod oknem duże dwuosobowe łoże było bardzo spektakularne. Oprócz tego zauważyłam obszerne biurko, półki z książkami, stolik z dwoma krzesłami, ale na największą uwagę zasługiwał czarny fortepian na środku pomieszczenia.
-Mam coś dla ciebie- powiedział James. - A w zasadzie to dwie rzeczy.
Pierwsze co zrobił to wyjął pudełeczko obite czarnym aksamitem i podał mi. Gdy je otworzyłam byłam bardzo zaskoczona. W środku była piękna bransoletka. Na złotej obręczy były trzy srebrne zawieszki : strzała, wilk i serduszko z wygrawerowanymi naszymi imionami.
-Wiesz, że nic nie muisz mi dawać?- zapytałam go.
- A co, nie podoba ci się?- zapytał zaskoczony James.
-Jest śliczna tylko czym na nią zasłużyłam?- oparła Daphne
-Tym, że mnie uratowałaś, kochasz i po prostu jesteś- wytłumaczył chłopak.- No, ale jest coś jeszcze - powiedział.
Tym samym podszedł do czarnego pianina i zaczął grać skomplikowaną polifonię.
-Dziękuję- powiedziałam całując go w usta.- Za wszystko- dodałam. Wtedy nagle ktoś zakłócił zakłócił ten błogi stan pukając w drzwi...
piątek, 7 sierpnia 2015
Rozdział 11 "Uczucia"
Dla wytrwałych czytelników ~ Daphne
Droga była okropna. Tylu schodów w tak krótkim czasie nie przeszedł chyba żaden człowiek o kulach. W końcu jednak dotarłam na miejsce. Ogród był prześliczny. Krzewy różane, wierzby płaczące, kwiaty, fontanna z rzeźbą przedstawiającą Hestię i marmurowa ławeczka idealnie komponowały się ze sobą. James już na mnie czekał. Usiadłam przy nim i wtedy zalało mnie złote światło, a nade mną świecił holograficzny znak łuk w świetle słońca. Wtedy zrozumiałam, że mam patrona, a jest nim Apollo. Wtedy odezwał się James.
- Chyba mój ojciec popiera tę decyzję jaką podjąłem- powiedział.- Pewnie uważasz, że bycie córką Artemidy to normalna rzecz, ale tak nie jest. Ona NIGDY nie miała córki. Zrobiła tak bo twoja rodzina ma wspaniałe korzenie. Twój ojciec był synem Nike co też jest rzadkie i pochodził ze Sparty. Przodkowie ze strony twojej matki są z Ilionu czyli Troji. Nie powinnaś istnieć bo Grecja nie zadaje się z trojańczykami od czasów wojny. No i zbzbliża się wojna. Nie wiemy jaka, ale chyba ważna widząc to bbłogosławiestwo. Ale nie to chciałam ci koniecznie powiedzieć- zakomunikował i ukląkł przede mną.- Chciałem cię spytać czy mimo wszystko zostaniesz moją dziewczyną.
Zaniemówiłam. Oczywiście, że chciałam, ale za bardzo wstydziłam się mu powiedzieć, że go kocham.
-Tak zostanę twoją dziewczyną- odpowiedziałam.
Uniusł mnie wysoko i razem śmieliśmy się z niczego i płakaliśmy ze szczęścia. Wtedy zalał go oślepiający srebrny blask, a nad nim uwidocznił się znak Artemidy. Teraz i on miał patrona. Oboje się zgodzili. Tylko jak to powiedzieć śmiertelnym rodzicom? Coś będziemy musieli wymyśleć.
Kolejny rozdział będzie albo 09.08 albo 10.08
Pamiętajcie, że komentarze z krytyką lub z zachwytem nad tym rozdziałem są motywujące ~ Daphne
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Rozdział 10 "Schronienie"
Obudziłam się na łóżku w jakimś pokoju. Głowa mi pękała z bólu, a plecy też dawały o sobie znać. Otworzyłam powolutku swoje oczy. Wiedziałam, że jak zrobię to za szybko to wywołam nową falę bólu. Wtedy usłyszałam głos Jamesa, który był obok łóżka.
- Gdybyś się na niego nie rzuciła to byłoby po mnie, bo nie miałem żadnej broni - chciałam zaprzeczyć, ale położył mi dłoń na ustach uniemożliwiając mi mój zamiar. - Z twoją mamą wszystko będzie OK. Po prostu została uderzona w głowę jakimś narzędziem co spowodowało wstrząśnienie mózgu i utratę przytomności. No ale gdyby tak dalej leżała to niewiadomo czy by przeżyła. Całe szczęście, że ekipa ratunkowa tak szybko dotarła bo wszyscy byśmy zagrzewali sobie miejsca na cmentarzu.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, a później James pomógł mi wstać z łóżka. Okazało się, że nie mieszkał na Wojska Polskiego tylko na obrzeżach miasta w wielkim domu. Wyjaśnił mi, że cała jego rodzina jest związana z Akademią. Jego ojciec jest synem Aresa, siostra Afrodyty, a matka Ateny. Po prostu boska rodzinka nie ma co. Przedstawiono mnie jego krewnym. Polideukes i Martha byli bardzo mili. Pytali jak sobie radzę w nowym świecie i powiedzieli, że od setek lat nie było żadnej córki ani syna Artemidy. Poznałam też Cassandrę. Od razu wiedziałam, że nie będziemy przyjaciółkami. Była wredna i opryskliwa. Potem poszłam do mamy. Obudziła się, ale nie pozwolono jej wstać tak jak mi. Z pomocą Jamesa wszystko jej wytłumaczyliśmy. Zmartwiła się na wieść, że nasz dom jest w ruinie. Na szczęście rodzice Jamesa powiedzieli, że może tu mieszkać ile chce. Umówiliśmy się z Jamesem za godzinę w ogrodzie. Nie wiem jak jak tam dojdę o kulach, ale coś wymyślę. Ciekawe co chce mi powiedzieć na osobności.
czwartek, 30 lipca 2015
Rozdział 9 "Pierwsza walka"
Po wciśnięciu guzika pozostało mi tylko czekać, ale coś mnie korciło aby sprawdzić pozostałe pomieszczenia. Kuchnia była "czysta". Niestety ze wszystkich mebli, które tam postawiono, ocalał tylko taboret o brązowym obiciu. Łazienka mnie zaskoczyła, ponjeważ została nietknięta co wydawało mi się dziwne. Ostarnim pokojem jaki sprawdziłam był mój pokój. Wszystko by było fajne gdyby w środku nie stał wielki, okropny ogar. Mogłabym się założyć, że został sprowadzony z Tartaru. Nie za bardzo wiedziałam jak walczyć, ponieważ mieliśmy się tego nauczyć w drugiej klasie Akademii. Pies szykował się do skoku i ja czekałam na swój koniec gdy usłyszałam
głos w mojej głowie, który powiedział Pomyśl o swojej zwierzęcej stronie i walcz. Wtedy poczułam, że się zmieniam. Moje ciało porosło cynamonowym futrem, zęby wydłużyły się i urusł mi ogon. Chwilę później byłam już na czterech łapach. Ogar nie zraził się. Rzucił się na mnie, a ja po prostu zrobiłam unik. Następnie skontratakowałam. Walka trwała kilka minut. Zarobiłam poważną ranę na grzbiecie i złamaną łapę. Nagle ktoś zawołał z korytarza.
- Daphne!?- po głosie rozpoznałam Jamesa.
Ogar stracił zainteresowanie moją osobą i pobiegł w jego stronę. Nie mogłam pozwolić aby go zaatakował. W ostatniej chwili rzuciłam się na jego kark. Zrzucił mnie chwilę później i wyraził wielką chęć dobicia mnie. James był zaszokowany i stał jak słup soli niemogąc nic zrobić bo nie miał broni. Na szczęście wsparcie dotarło w ostatnim momencie. Kilka osób z mieczami, nożami, łukami i włóczniami natarło na ogara. Czułam, że jestem coraz słabsza. Zmieniłam się zpowrotem w człowieka. Wtedy uklęknął koło mnie i zaczął szeptać abym nie zasypiała. Poleciały mi łzy z oczu. Tak chciałam go posłuchać, ale byłam za słaba. Poczułam, że ktoś mnie podnosi, a potem zzapadła ciemność.
~ Sory, że krótki, ale wena mnie opuściła następny będzie lepszy. ~Daphne
wtorek, 28 lipca 2015
Nominacja do LBA
Dziękuję Natis z nowezycieheroski.blogspot.com za nominację.
Pytania:1.Twój ulubiony kolor?
2. Twoje ulubione zwierzę?
3.Jakiej muzyki słuchasz?
4. Dlaczego zaczęłaś pisać?
5.Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
6. Ulubiona piosenka. (na dany moment)
7.Książka,którą przeczytałaś więcej niż raz.
8.Znienawidzony grecki/rzymski bóg
9.Twój sposób na nudę.
10. Ulubiony bohater książkowy.
1. Pomarańczowy
2. Pies i kanarki
3. Słucham muzyki pop
4. Zaczęłam pisać dzięki tobie Natis
5. Mam ich kilka i wszystkie to przedmioty ścisłe + historia
6. Naucz mnie Sarsy Markiewicz i Stronger Kelly Clarkson
7. Seria Niezgodna
8.Dionizos bo jest leniem i wszystko olewa
9. Czytanie książek i nauka
10. Hermiona Granger bo najbardziej się z nią utorzsamiam
Nominuję blog:
di-angelo-story.blogspot.com
Pytania:
1. Ulubiony przedmiot szkolny?
2. Twoja ulubiona książka
3. Czy obiecujesz, że nie porzucisz swojego bloga?
4. Skąd pomysł na pisanie?
5. Co jest twoją inspiracją podczas pisania?
6. Twój ulubiony bóg grecki / rzymski
7. Gdybyś była animagiem to w jakie zwierzę byś się zmieniała?
8. Twój ulubiony sport
9. Bohater książkowy ,z którym się utorzsamiasz
10. Co planujesz robić w przyszłości.
P.S Wielkie dzięki Natis za nominacje i życzę weny twórczej.
P.P.S. Sory za rozkład tekstu, ale nie chce się to jakoś ułożyć :/
Rozdział 8 "Zagrożenie"
Zawsze uważałam, że rozstania to nic specjalnego. Po prostu odchodzisz i później najczęściej wracasz. Już od jakiegoś czasu uważam je za beznadziejne momenty mojego życia. Pierwszym moim tak emocjonalnym pożegnaniem było to z mamą i stało się tak nawet mimo mojego gniewu na nią. Teraz wiem, że chciała dobrze pomimo swojej niewiedzy czym dokładnie jest Akademia. Dzisiaj przeżyłam rozstanie numer dwa i numer trzy. To pierwsz było z moją najlepszą przyjaciółką z Akademii - Savannah. A kolejne z jednym z moich kumpli - Arturem. Na szczęście nie musiałam żegnać się z Jamesem, z którym już od pewnego czasu mamy coraz więcej tematów do rozmowy. Ostatnio dyskutowaliśmy o strzelectwie. Doszliśmy do wniosku, że pistolet jest mniej precyzyjny niż karabin, ale tamten łatwiej schować itd. Dzisiaj wracaliśmy tym samym samochodem więc droga wiodąca przez pagórki, wsie i pola nie była nudna. Od razu zaczęliśmy gadać. James odkrył swój nowy talent muzyczny. Ja mogłam się tylko pochwalić umiejętnością grania na flecie prostym. Po kilku godzinach męczącej jazdy byliśmy w Słupsku. Okazało się, że James mieszka na ulicy Wojska Polskiego 12. To niedaleko mnie bo ja mieszkam na ulicy Grodzkiej 10. Umówiliśmy się na pojutrze o godzinie dwunastej w Plantach Słupskich. Gdy wysiadłam z samochodu to nikt na mnie nie czekał. Podeszłam pod drzwi mojego domu i zadzwoniłam. Nikt nie otwierał więc nacisnęłam klamkę i wtedy drzwi ustąpiły. Zostawiłam walizki w korytarzu i wbiegłam do salonu. Wszystko wyglądało jakby ktoś zrobił z mebli zabawkę dla gigantycznego, agresywnego psa. Mama leżała na środku. Była nieprzytomna, ale oddychała. Nie wachałam się i wcisnęłam przycisk awaryjny. Teraz mogłam tylko czekać aż ktoś mi pomoże i położyć mamę w bezpiecznej pozycji.
niedziela, 26 lipca 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)