środa, 19 sierpnia 2015
Rozdział 12 "Za wszystko"
Dla wytrwałych bo długo czekali na rozdział. ~Daphne
Poszliśmy do salonu gdzie wszystkich zastaliśmy.
-Mamo, tato. Ja i Daphne musimy wam coś powiedzieć.- odparł James. - Otóż ja i Daphne ... jesteśmy razem i nasi boscy rodzice zostali naszymi patronami.- dopowiedział James.
Wszyscy stali jak wmurowani w ziemię. Pierwsza podeszła moja mama i udzieliła nam błogosławieństwa. Rodzice Jamesa nie byli tacy zadowoleni. Chyba planowali jego związek z kimś innym.
-Nie zaprzeczymy, że myśleliśmy o kimś innym dla ciebie, ale skoro bogowie tak chcieli to bądźcie razem szczęśliwi - powiedział Polideukes.
Widać było, że nie tylko oni, ale i Cassandra była niezadowolona. Nie przejeliśmy się tym zbytnio. Wyszliśmy z salonu i skierowaliśmy się w stronę pokoju Jamesa. Był na drugim piętrze. Przestronne wnętrze idealnie oddawało jego charakter. Ściany w kolorze słońca bardzo mnie zaskoczyły. Jakby wiedział, że Apollo będzie jego ojcem. Pod oknem duże dwuosobowe łoże było bardzo spektakularne. Oprócz tego zauważyłam obszerne biurko, półki z książkami, stolik z dwoma krzesłami, ale na największą uwagę zasługiwał czarny fortepian na środku pomieszczenia.
-Mam coś dla ciebie- powiedział James. - A w zasadzie to dwie rzeczy.
Pierwsze co zrobił to wyjął pudełeczko obite czarnym aksamitem i podał mi. Gdy je otworzyłam byłam bardzo zaskoczona. W środku była piękna bransoletka. Na złotej obręczy były trzy srebrne zawieszki : strzała, wilk i serduszko z wygrawerowanymi naszymi imionami.
-Wiesz, że nic nie muisz mi dawać?- zapytałam go.
- A co, nie podoba ci się?- zapytał zaskoczony James.
-Jest śliczna tylko czym na nią zasłużyłam?- oparła Daphne
-Tym, że mnie uratowałaś, kochasz i po prostu jesteś- wytłumaczył chłopak.- No, ale jest coś jeszcze - powiedział.
Tym samym podszedł do czarnego pianina i zaczął grać skomplikowaną polifonię.
-Dziękuję- powiedziałam całując go w usta.- Za wszystko- dodałam. Wtedy nagle ktoś zakłócił zakłócił ten błogi stan pukając w drzwi...
piątek, 7 sierpnia 2015
Rozdział 11 "Uczucia"
Dla wytrwałych czytelników ~ Daphne
Droga była okropna. Tylu schodów w tak krótkim czasie nie przeszedł chyba żaden człowiek o kulach. W końcu jednak dotarłam na miejsce. Ogród był prześliczny. Krzewy różane, wierzby płaczące, kwiaty, fontanna z rzeźbą przedstawiającą Hestię i marmurowa ławeczka idealnie komponowały się ze sobą. James już na mnie czekał. Usiadłam przy nim i wtedy zalało mnie złote światło, a nade mną świecił holograficzny znak łuk w świetle słońca. Wtedy zrozumiałam, że mam patrona, a jest nim Apollo. Wtedy odezwał się James.
- Chyba mój ojciec popiera tę decyzję jaką podjąłem- powiedział.- Pewnie uważasz, że bycie córką Artemidy to normalna rzecz, ale tak nie jest. Ona NIGDY nie miała córki. Zrobiła tak bo twoja rodzina ma wspaniałe korzenie. Twój ojciec był synem Nike co też jest rzadkie i pochodził ze Sparty. Przodkowie ze strony twojej matki są z Ilionu czyli Troji. Nie powinnaś istnieć bo Grecja nie zadaje się z trojańczykami od czasów wojny. No i zbzbliża się wojna. Nie wiemy jaka, ale chyba ważna widząc to bbłogosławiestwo. Ale nie to chciałam ci koniecznie powiedzieć- zakomunikował i ukląkł przede mną.- Chciałem cię spytać czy mimo wszystko zostaniesz moją dziewczyną.
Zaniemówiłam. Oczywiście, że chciałam, ale za bardzo wstydziłam się mu powiedzieć, że go kocham.
-Tak zostanę twoją dziewczyną- odpowiedziałam.
Uniusł mnie wysoko i razem śmieliśmy się z niczego i płakaliśmy ze szczęścia. Wtedy zalał go oślepiający srebrny blask, a nad nim uwidocznił się znak Artemidy. Teraz i on miał patrona. Oboje się zgodzili. Tylko jak to powiedzieć śmiertelnym rodzicom? Coś będziemy musieli wymyśleć.
Kolejny rozdział będzie albo 09.08 albo 10.08
Pamiętajcie, że komentarze z krytyką lub z zachwytem nad tym rozdziałem są motywujące ~ Daphne
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Rozdział 10 "Schronienie"
Obudziłam się na łóżku w jakimś pokoju. Głowa mi pękała z bólu, a plecy też dawały o sobie znać. Otworzyłam powolutku swoje oczy. Wiedziałam, że jak zrobię to za szybko to wywołam nową falę bólu. Wtedy usłyszałam głos Jamesa, który był obok łóżka.
- Gdybyś się na niego nie rzuciła to byłoby po mnie, bo nie miałem żadnej broni - chciałam zaprzeczyć, ale położył mi dłoń na ustach uniemożliwiając mi mój zamiar. - Z twoją mamą wszystko będzie OK. Po prostu została uderzona w głowę jakimś narzędziem co spowodowało wstrząśnienie mózgu i utratę przytomności. No ale gdyby tak dalej leżała to niewiadomo czy by przeżyła. Całe szczęście, że ekipa ratunkowa tak szybko dotarła bo wszyscy byśmy zagrzewali sobie miejsca na cmentarzu.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, a później James pomógł mi wstać z łóżka. Okazało się, że nie mieszkał na Wojska Polskiego tylko na obrzeżach miasta w wielkim domu. Wyjaśnił mi, że cała jego rodzina jest związana z Akademią. Jego ojciec jest synem Aresa, siostra Afrodyty, a matka Ateny. Po prostu boska rodzinka nie ma co. Przedstawiono mnie jego krewnym. Polideukes i Martha byli bardzo mili. Pytali jak sobie radzę w nowym świecie i powiedzieli, że od setek lat nie było żadnej córki ani syna Artemidy. Poznałam też Cassandrę. Od razu wiedziałam, że nie będziemy przyjaciółkami. Była wredna i opryskliwa. Potem poszłam do mamy. Obudziła się, ale nie pozwolono jej wstać tak jak mi. Z pomocą Jamesa wszystko jej wytłumaczyliśmy. Zmartwiła się na wieść, że nasz dom jest w ruinie. Na szczęście rodzice Jamesa powiedzieli, że może tu mieszkać ile chce. Umówiliśmy się z Jamesem za godzinę w ogrodzie. Nie wiem jak jak tam dojdę o kulach, ale coś wymyślę. Ciekawe co chce mi powiedzieć na osobności.
czwartek, 30 lipca 2015
Rozdział 9 "Pierwsza walka"
Po wciśnięciu guzika pozostało mi tylko czekać, ale coś mnie korciło aby sprawdzić pozostałe pomieszczenia. Kuchnia była "czysta". Niestety ze wszystkich mebli, które tam postawiono, ocalał tylko taboret o brązowym obiciu. Łazienka mnie zaskoczyła, ponjeważ została nietknięta co wydawało mi się dziwne. Ostarnim pokojem jaki sprawdziłam był mój pokój. Wszystko by było fajne gdyby w środku nie stał wielki, okropny ogar. Mogłabym się założyć, że został sprowadzony z Tartaru. Nie za bardzo wiedziałam jak walczyć, ponieważ mieliśmy się tego nauczyć w drugiej klasie Akademii. Pies szykował się do skoku i ja czekałam na swój koniec gdy usłyszałam
głos w mojej głowie, który powiedział Pomyśl o swojej zwierzęcej stronie i walcz. Wtedy poczułam, że się zmieniam. Moje ciało porosło cynamonowym futrem, zęby wydłużyły się i urusł mi ogon. Chwilę później byłam już na czterech łapach. Ogar nie zraził się. Rzucił się na mnie, a ja po prostu zrobiłam unik. Następnie skontratakowałam. Walka trwała kilka minut. Zarobiłam poważną ranę na grzbiecie i złamaną łapę. Nagle ktoś zawołał z korytarza.
- Daphne!?- po głosie rozpoznałam Jamesa.
Ogar stracił zainteresowanie moją osobą i pobiegł w jego stronę. Nie mogłam pozwolić aby go zaatakował. W ostatniej chwili rzuciłam się na jego kark. Zrzucił mnie chwilę później i wyraził wielką chęć dobicia mnie. James był zaszokowany i stał jak słup soli niemogąc nic zrobić bo nie miał broni. Na szczęście wsparcie dotarło w ostatnim momencie. Kilka osób z mieczami, nożami, łukami i włóczniami natarło na ogara. Czułam, że jestem coraz słabsza. Zmieniłam się zpowrotem w człowieka. Wtedy uklęknął koło mnie i zaczął szeptać abym nie zasypiała. Poleciały mi łzy z oczu. Tak chciałam go posłuchać, ale byłam za słaba. Poczułam, że ktoś mnie podnosi, a potem zzapadła ciemność.
~ Sory, że krótki, ale wena mnie opuściła następny będzie lepszy. ~Daphne
wtorek, 28 lipca 2015
Nominacja do LBA
Dziękuję Natis z nowezycieheroski.blogspot.com za nominację.
Pytania:1.Twój ulubiony kolor?
2. Twoje ulubione zwierzę?
3.Jakiej muzyki słuchasz?
4. Dlaczego zaczęłaś pisać?
5.Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
6. Ulubiona piosenka. (na dany moment)
7.Książka,którą przeczytałaś więcej niż raz.
8.Znienawidzony grecki/rzymski bóg
9.Twój sposób na nudę.
10. Ulubiony bohater książkowy.
1. Pomarańczowy
2. Pies i kanarki
3. Słucham muzyki pop
4. Zaczęłam pisać dzięki tobie Natis
5. Mam ich kilka i wszystkie to przedmioty ścisłe + historia
6. Naucz mnie Sarsy Markiewicz i Stronger Kelly Clarkson
7. Seria Niezgodna
8.Dionizos bo jest leniem i wszystko olewa
9. Czytanie książek i nauka
10. Hermiona Granger bo najbardziej się z nią utorzsamiam
Nominuję blog:
di-angelo-story.blogspot.com
Pytania:
1. Ulubiony przedmiot szkolny?
2. Twoja ulubiona książka
3. Czy obiecujesz, że nie porzucisz swojego bloga?
4. Skąd pomysł na pisanie?
5. Co jest twoją inspiracją podczas pisania?
6. Twój ulubiony bóg grecki / rzymski
7. Gdybyś była animagiem to w jakie zwierzę byś się zmieniała?
8. Twój ulubiony sport
9. Bohater książkowy ,z którym się utorzsamiasz
10. Co planujesz robić w przyszłości.
P.S Wielkie dzięki Natis za nominacje i życzę weny twórczej.
P.P.S. Sory za rozkład tekstu, ale nie chce się to jakoś ułożyć :/
Rozdział 8 "Zagrożenie"
Zawsze uważałam, że rozstania to nic specjalnego. Po prostu odchodzisz i później najczęściej wracasz. Już od jakiegoś czasu uważam je za beznadziejne momenty mojego życia. Pierwszym moim tak emocjonalnym pożegnaniem było to z mamą i stało się tak nawet mimo mojego gniewu na nią. Teraz wiem, że chciała dobrze pomimo swojej niewiedzy czym dokładnie jest Akademia. Dzisiaj przeżyłam rozstanie numer dwa i numer trzy. To pierwsz było z moją najlepszą przyjaciółką z Akademii - Savannah. A kolejne z jednym z moich kumpli - Arturem. Na szczęście nie musiałam żegnać się z Jamesem, z którym już od pewnego czasu mamy coraz więcej tematów do rozmowy. Ostatnio dyskutowaliśmy o strzelectwie. Doszliśmy do wniosku, że pistolet jest mniej precyzyjny niż karabin, ale tamten łatwiej schować itd. Dzisiaj wracaliśmy tym samym samochodem więc droga wiodąca przez pagórki, wsie i pola nie była nudna. Od razu zaczęliśmy gadać. James odkrył swój nowy talent muzyczny. Ja mogłam się tylko pochwalić umiejętnością grania na flecie prostym. Po kilku godzinach męczącej jazdy byliśmy w Słupsku. Okazało się, że James mieszka na ulicy Wojska Polskiego 12. To niedaleko mnie bo ja mieszkam na ulicy Grodzkiej 10. Umówiliśmy się na pojutrze o godzinie dwunastej w Plantach Słupskich. Gdy wysiadłam z samochodu to nikt na mnie nie czekał. Podeszłam pod drzwi mojego domu i zadzwoniłam. Nikt nie otwierał więc nacisnęłam klamkę i wtedy drzwi ustąpiły. Zostawiłam walizki w korytarzu i wbiegłam do salonu. Wszystko wyglądało jakby ktoś zrobił z mebli zabawkę dla gigantycznego, agresywnego psa. Mama leżała na środku. Była nieprzytomna, ale oddychała. Nie wachałam się i wcisnęłam przycisk awaryjny. Teraz mogłam tylko czekać aż ktoś mi pomoże i położyć mamę w bezpiecznej pozycji.
niedziela, 26 lipca 2015
sobota, 25 lipca 2015
Pytanko
Co myślicie o założeniu grupy na Facebooku? Bo co jak co chcę usłyszeć sugestie np. na temat Jamesa i Daphne. ;)
Rozdział 7 "Niespodzianka"
Dla wszystkich, którzy zapewniają mnie, że warto kontynuować tego bloga ~Daphne
Czas mijał bardzo szybko. Nim się spostrzegli był już grudzień. Dnie wyglądały podobnie: poranna toaleta, śniadanie, lekcje, obiad, lekcje, kolacja, odrabianie prac domowych, partia szachów lub brydża, wieczorna toaleta, sen. Rutyna pozwalała im zapomnieć o jakichkolwiek zmartwieniach. No może oprócz sprawdzianów i kartkówek, które były w Akademii wielkim utrapieniem. Czasami pierwszoklasistom udało się zagadać jakiegoś starszego ucznia na przerwie. Najczęściej straszyli ich tym co będzie w następnych klasach, ale nieliczni milsi pocieszali ich i mówili, że może być tylko lepiej. W końcu zwołali dzisiaj apel zimowy. Strasznie się stresowaliśmy bo z tymi apelami jest różnie, mogą być złe i dobre wiadomości. Po południu poszliśmy na aulę. Jak dziś pamiętam swoją walkę z tą biedną dziewczyną - Marthą. Tyle niewinnych osób zginęło w tym miejscu, że nawet nie chcę o tym myśleć. Ze smutkiem w oczach usiadłam na swoim starym miejscu razem z Savannah, Arturem i Jamesem. Zauważyłam też, że Ivy, ta dziewczyna z GKG, siedzi w najdalszym kącie auli i wszystkich obserwuje niczym super szpieg. Zdziwiłam się tym trochę więc szturchnęłam siedzącego obok mnie Jamesa w ramię.
-Kojarzysz tą dziewczynę z GKG?- zapytałam go na co przytaknął- A wiesz czyją jest córką?- spytałam
-Nie wiem tego konkretnie, ale jest córką jakiegoś pomniejszego bóstwa Podziemia.-powiedział.- A co?
-Nic. Pytałam z ciekawości.- odpowiedziałam mu grzecznie i skupiłam się na tym co się dzieje wokół.
Niestety nic mi nie przychodziło do głowy od kogo ona jest więc zignorowałam ją. Chwilę później do auli weszła dyrektorka- Apollonia. Ubrana była w czarny prążkowany kostium co idealnie dopełniały wysokie szare szpilki. Włosy jak zawsze upięte były w schludny kok. Przeszła dziarskim krokiem przez całą salę i stanęła przy mównicy.
-Witajcie uczniowie!- powiedziała- Skończył się kolejny lub pierwszy semestr w Akademii. Założę się, że wszyscy chcielibyście zapomnieć o sprawdzianach, kartkówkach i pracach domowych. Dlatego postanowiłam, że zgodnie ze zwyczajem innych szkół będziecie mieć czterotygodniowe ferie zimowe, w czasie których pojedziecie do swoich rodzin, ale proszę o rozwagę. W trakcie wolnego mogą was zaatakować różne potwory jak na przykład dzik kalidoński. Dlatego każdy dostanie alarm, który uruchomi gdy będzie w niebezpieczeństwie. Wtedy od razu ktoś przyjdzie na pomoc. Ostrzegam również pierwszorocznych, że dla waszych rodziców może to być szok jak was zobaczą. Dziękuję i życzę miłego dnia. - powiedziała i wyszła z auli.
Nagle cała sala rozbrzmiała gwarem głosów. Wszyscy pierwszoklasiści pytali gdzie kto mieszka i co będzie robił.
- Ja mieszkam w Krakowie- powiedziała nam Savannah.- A wy?
-Ja w Warszawie- odpowiedział Artur.
- Macie fajnie, że mieszkacie w takich dużych miastach.- powiedziałam.- Ja mieszkam w Słupsku.
- O, ja też tam mieszkam!- oznajmił James
Byłam bardzo szczęśliwa. Znowu spotkam mamę. No i nie muszę się rozstawać z jakąś częścią naszej paczki. Możemy się spotykać z Jamesem kiedy chcemy. Po kolacji podniecona spakowałam walizkę. Szkoda tylko, że nauczyciele tyle nam zadali. No bo kto chce uczyć się gramatyki greckiej w wolne? Z tą myślą poszłam spać aby być wypoczęta przed wyjazdem do domu.
Czas mijał bardzo szybko. Nim się spostrzegli był już grudzień. Dnie wyglądały podobnie: poranna toaleta, śniadanie, lekcje, obiad, lekcje, kolacja, odrabianie prac domowych, partia szachów lub brydża, wieczorna toaleta, sen. Rutyna pozwalała im zapomnieć o jakichkolwiek zmartwieniach. No może oprócz sprawdzianów i kartkówek, które były w Akademii wielkim utrapieniem. Czasami pierwszoklasistom udało się zagadać jakiegoś starszego ucznia na przerwie. Najczęściej straszyli ich tym co będzie w następnych klasach, ale nieliczni milsi pocieszali ich i mówili, że może być tylko lepiej. W końcu zwołali dzisiaj apel zimowy. Strasznie się stresowaliśmy bo z tymi apelami jest różnie, mogą być złe i dobre wiadomości. Po południu poszliśmy na aulę. Jak dziś pamiętam swoją walkę z tą biedną dziewczyną - Marthą. Tyle niewinnych osób zginęło w tym miejscu, że nawet nie chcę o tym myśleć. Ze smutkiem w oczach usiadłam na swoim starym miejscu razem z Savannah, Arturem i Jamesem. Zauważyłam też, że Ivy, ta dziewczyna z GKG, siedzi w najdalszym kącie auli i wszystkich obserwuje niczym super szpieg. Zdziwiłam się tym trochę więc szturchnęłam siedzącego obok mnie Jamesa w ramię.
-Kojarzysz tą dziewczynę z GKG?- zapytałam go na co przytaknął- A wiesz czyją jest córką?- spytałam
-Nie wiem tego konkretnie, ale jest córką jakiegoś pomniejszego bóstwa Podziemia.-powiedział.- A co?
-Nic. Pytałam z ciekawości.- odpowiedziałam mu grzecznie i skupiłam się na tym co się dzieje wokół.
Niestety nic mi nie przychodziło do głowy od kogo ona jest więc zignorowałam ją. Chwilę później do auli weszła dyrektorka- Apollonia. Ubrana była w czarny prążkowany kostium co idealnie dopełniały wysokie szare szpilki. Włosy jak zawsze upięte były w schludny kok. Przeszła dziarskim krokiem przez całą salę i stanęła przy mównicy.
-Witajcie uczniowie!- powiedziała- Skończył się kolejny lub pierwszy semestr w Akademii. Założę się, że wszyscy chcielibyście zapomnieć o sprawdzianach, kartkówkach i pracach domowych. Dlatego postanowiłam, że zgodnie ze zwyczajem innych szkół będziecie mieć czterotygodniowe ferie zimowe, w czasie których pojedziecie do swoich rodzin, ale proszę o rozwagę. W trakcie wolnego mogą was zaatakować różne potwory jak na przykład dzik kalidoński. Dlatego każdy dostanie alarm, który uruchomi gdy będzie w niebezpieczeństwie. Wtedy od razu ktoś przyjdzie na pomoc. Ostrzegam również pierwszorocznych, że dla waszych rodziców może to być szok jak was zobaczą. Dziękuję i życzę miłego dnia. - powiedziała i wyszła z auli.
Nagle cała sala rozbrzmiała gwarem głosów. Wszyscy pierwszoklasiści pytali gdzie kto mieszka i co będzie robił.
- Ja mieszkam w Krakowie- powiedziała nam Savannah.- A wy?
-Ja w Warszawie- odpowiedział Artur.
- Macie fajnie, że mieszkacie w takich dużych miastach.- powiedziałam.- Ja mieszkam w Słupsku.
- O, ja też tam mieszkam!- oznajmił James
Byłam bardzo szczęśliwa. Znowu spotkam mamę. No i nie muszę się rozstawać z jakąś częścią naszej paczki. Możemy się spotykać z Jamesem kiedy chcemy. Po kolacji podniecona spakowałam walizkę. Szkoda tylko, że nauczyciele tyle nam zadali. No bo kto chce uczyć się gramatyki greckiej w wolne? Z tą myślą poszłam spać aby być wypoczęta przed wyjazdem do domu.
piątek, 24 lipca 2015
Rozdział 6 "Nie ma to jak lekcje"
Dla osoby, która mnie zmotywowała to roboty Alishy Grace~ Daphne
Sala od GKG była bardzo przestronna. Szczerze mówiąc wyglądała jak aula w której mają lekcje studenci. Ja iimo przyjaciele usiedliśmy w ostatnim rzędzie. Pozostali uczniowie usiedli w większości z przodu. Nagle usłyszeliśmy głos.
-Cześć, jestem Ivy! -przywitała się dziewczyna- Mogę usiąść?- na to pytanie przytakneliśmy głowami i popatrzyliśmy w stronę drzwi. W tym samym momencie przyszła pani profesor. Była to lekko roztrzepana pani po czterdziestce z kręconymi brązowymi włosami z kolorowymi pasemkami. Stanęła przy katedrze i zaczęła mówić.
-Witajcie uczniowie. Jestem Pandora Willis, ale mówcie na mnie po prostu Pandora. Z mojego doświadczenia wiem, że greka nie sprawi wam kłopotu. Trzeba tylko uważać na lekcji i poświęcić pół godziny na powtórkę słówek. No wiecie to dzięki waszemu greckiemu ja. No, ale do kultury trzeba się przyłożyć bo nie chcę abyście oblali mój przedmiot.- zakomunikowała Pandora.
Zaczeliśmy omawiać mitologię. Była to ciekawa lekcja bo profesor miała zawsze coś do powiedzenia. No tylko szkoda, że zadała wypracowanie o początku świata na dwie rolki pergaminu. Angielski nie był zły. Uczy nas tego pprofesor Akteon McFlint. Jego lekcja była taka nudna, że wszyscy usneli. Na całe szczęście nic nie zadał. Co innego można powiedzieć o profesor Amandzie Kowalsky od PS, która zadała nam TRZY wypracowania na JEDEN przedmiot. Profesor pochodzi z Rosji, a zajęcia prowadzi z dystansem do uczniów i jest bardzo surowa. Jestem ciekawa czy kiedykolwiek taka nie była. Moim drugim ulubionym przedmiotem stał się IPH. Profesor Minerwa Lips była zabawna i miła, a historię zna jak nikt inny. Była wspaniała i opowiadała tak ciekawie jakby tam była. No i nic nie zadała co jest dużym plusem. Po tak męczącym dniu odrobiliśmy lekcje. Okazało się, że mamy` jeszcze godzinę wolnego. Mimo zmęczenia zagraliśmy wtedy mini turniej szachów, który wygrał James. Po tym emocjonującym dniu poszliśmy diabelsko zmęczeni spać ze świadomością, że pierwszą jutrzejszą lekcją jest PS.
Uwaga! Wprowadzam zasadę
Czytasz=Komentujesz
2 komentarze= nowy rozdział
Sala od GKG była bardzo przestronna. Szczerze mówiąc wyglądała jak aula w której mają lekcje studenci. Ja iimo przyjaciele usiedliśmy w ostatnim rzędzie. Pozostali uczniowie usiedli w większości z przodu. Nagle usłyszeliśmy głos.
-Cześć, jestem Ivy! -przywitała się dziewczyna- Mogę usiąść?- na to pytanie przytakneliśmy głowami i popatrzyliśmy w stronę drzwi. W tym samym momencie przyszła pani profesor. Była to lekko roztrzepana pani po czterdziestce z kręconymi brązowymi włosami z kolorowymi pasemkami. Stanęła przy katedrze i zaczęła mówić.
-Witajcie uczniowie. Jestem Pandora Willis, ale mówcie na mnie po prostu Pandora. Z mojego doświadczenia wiem, że greka nie sprawi wam kłopotu. Trzeba tylko uważać na lekcji i poświęcić pół godziny na powtórkę słówek. No wiecie to dzięki waszemu greckiemu ja. No, ale do kultury trzeba się przyłożyć bo nie chcę abyście oblali mój przedmiot.- zakomunikowała Pandora.
Zaczeliśmy omawiać mitologię. Była to ciekawa lekcja bo profesor miała zawsze coś do powiedzenia. No tylko szkoda, że zadała wypracowanie o początku świata na dwie rolki pergaminu. Angielski nie był zły. Uczy nas tego pprofesor Akteon McFlint. Jego lekcja była taka nudna, że wszyscy usneli. Na całe szczęście nic nie zadał. Co innego można powiedzieć o profesor Amandzie Kowalsky od PS, która zadała nam TRZY wypracowania na JEDEN przedmiot. Profesor pochodzi z Rosji, a zajęcia prowadzi z dystansem do uczniów i jest bardzo surowa. Jestem ciekawa czy kiedykolwiek taka nie była. Moim drugim ulubionym przedmiotem stał się IPH. Profesor Minerwa Lips była zabawna i miła, a historię zna jak nikt inny. Była wspaniała i opowiadała tak ciekawie jakby tam była. No i nic nie zadała co jest dużym plusem. Po tak męczącym dniu odrobiliśmy lekcje. Okazało się, że mamy` jeszcze godzinę wolnego. Mimo zmęczenia zagraliśmy wtedy mini turniej szachów, który wygrał James. Po tym emocjonującym dniu poszliśmy diabelsko zmęczeni spać ze świadomością, że pierwszą jutrzejszą lekcją jest PS.
Uwaga! Wprowadzam zasadę
Czytasz=Komentujesz
2 komentarze= nowy rozdział
środa, 1 lipca 2015
Rozdział 5 "Zmiany"
Krótki, ale postaram się jeszcze coś napisać~ Daphne
Faktycznie mój wygląd się zmienił. Ongiś piękne, proste, blond włosy zrobiły się rude i lekko pofalowane. Urosłam o jakieś 20 centymetrów ( co w sumie daje 190). Moje ręce stały się mocniejsze, a jeśli chodzi o nogi to czułam, że mogę przebiec na nich kilometry. Kiedy spotkałam Savannah to na początku nie poznałyśmy się. Jej kasztanowe włosy zmieniły odcień na bardzo ciemny blond (niby niewielka różnica, ale w tym wypadku znacząca). Jej oczy niegdyś zielone jak u kota stały się bladoniebieskie. Artur niewiele się zmienił. Jedynie oczy czarne jak węgle i pełne współczucia były tu różnicą. No, a James kompletnie się zmienił. Blond włosy przykrywały mu czoło. Oczy miał piwne tak jak ja, a wzrost też do mojego zbliżony. Możnaby było powiedzieć, że jesteśmy rodzeństwem.
-Hej. ŁŁadnie wyglądasz Daphne- powiedział.
-Cześć i dzięki za komplement. Tak na marginesie ty też zmieniłeś swój wygląd na lepsze- odpowiedziałam.
Wybuchneliśmy śmiechem i poszliśmy na kolację. I tak nie mogłam doczekać się jutra. W końcu dzisiaj poniedziałek czyli pierwsze lekcje. Ciekawe jak mi pójdzie.
Faktycznie mój wygląd się zmienił. Ongiś piękne, proste, blond włosy zrobiły się rude i lekko pofalowane. Urosłam o jakieś 20 centymetrów ( co w sumie daje 190). Moje ręce stały się mocniejsze, a jeśli chodzi o nogi to czułam, że mogę przebiec na nich kilometry. Kiedy spotkałam Savannah to na początku nie poznałyśmy się. Jej kasztanowe włosy zmieniły odcień na bardzo ciemny blond (niby niewielka różnica, ale w tym wypadku znacząca). Jej oczy niegdyś zielone jak u kota stały się bladoniebieskie. Artur niewiele się zmienił. Jedynie oczy czarne jak węgle i pełne współczucia były tu różnicą. No, a James kompletnie się zmienił. Blond włosy przykrywały mu czoło. Oczy miał piwne tak jak ja, a wzrost też do mojego zbliżony. Możnaby było powiedzieć, że jesteśmy rodzeństwem.
-Hej. ŁŁadnie wyglądasz Daphne- powiedział.
-Cześć i dzięki za komplement. Tak na marginesie ty też zmieniłeś swój wygląd na lepsze- odpowiedziałam.
Wybuchneliśmy śmiechem i poszliśmy na kolację. I tak nie mogłam doczekać się jutra. W końcu dzisiaj poniedziałek czyli pierwsze lekcje. Ciekawe jak mi pójdzie.
wtorek, 30 czerwca 2015
Rozdział 4"Walka o wszystko"
Jeszcze raz przepraszam za utrudnienia i życzę miłej lektury ~ Daphne
Przez całe śniadanie rozmawialiśmy o tym na kogo możemy trafić i jakie wtedy mamy szanse na zwycięstwo. Mieliśmy nadzieję, że nie będziemy musieli ze sobą walczyć. Zjedliśmy szybko jakieś kanapki i poszliśmy na aulę. Przemeblowanie tej sali rzucało się w oczy. Krzesła zostały przesunięte pod ścianę, tak aby w środku pomieszczenia była okrągła arena. Tam gdzie stała mównica, zobaczyliśmy posągi greckich bóstw i kilku nimf. Usiedliśmy na miejscach, a po chwili przybyli pozostali, nowicjusze i nauczyciele.
-Witajcie!- powiedziała dydyrektoa- Ceremonię czas zacząć!
Po koleji podchodziła do każdej rzeźby i pytała czy ten bóg chce mieć syna lub córkę. Ależ się zdziwiła odpowiedzią Artemidy, która się zgodziła. Następnie wyczytywała po kolei ich imiona, a oni wyznaczali osoby, które miały walczyć. Dyrektorka wszystko zgrabnie zapisywała. Mnie wybrała Artemida, Savannah Temida, Artura Hades, a Jamesa Apollo. James walczył jako pierwszy z nas. Za broń wybrał sobie łuk i tarczę, jego przeciwnik miecz i włócznię. Pojedynek szybko się skończył. James wytrącił chłopakowi włócznię i cały czas strzelał do niego z łuku. Trafił w serce za trzecim razem. Savannah też wygrała. Dziewczyna, z którą walczyła, była tak wystraszona, że po prostu nadziała się na jej miecz. Artur został poważnie ranny, ale wyszedł z walki zwycięsko. No i czas na mnie. Wybrałam sztylety (w liczbie 3) oraz łuk. Moja przeciwniczka- Martha - wybrała miecz i lancę. To by£a długa walka. Jej miecz wylądował poza areną, a mój łuk był już do niczego, ponieważ nie miałam strzał. Trafiły dwie, jedna w jej ramię, a druga w łydkę. Już myślałam, że mnie pokona. Rzuciła się na mnie z tą lancą, a ja nie wiem jak, dosięgłam ją sztyletem. Usłyszałam wtedy " Daphne Wiliams jesteś od dzisiaj córką Afrodyty", a nade mną śświecił znak Artemidy (łuk na tle księżyca w pełni). Wróciłam oszołomiona na swoje miejsce. Wygrałam! Moi przyjaciele wygrali! Szczęśliwsza być nie mogłam. Było mi żal zabitych, ale nie zmienia faktu, że przeżyłam, a to jest najważniejsze.
Przez całe śniadanie rozmawialiśmy o tym na kogo możemy trafić i jakie wtedy mamy szanse na zwycięstwo. Mieliśmy nadzieję, że nie będziemy musieli ze sobą walczyć. Zjedliśmy szybko jakieś kanapki i poszliśmy na aulę. Przemeblowanie tej sali rzucało się w oczy. Krzesła zostały przesunięte pod ścianę, tak aby w środku pomieszczenia była okrągła arena. Tam gdzie stała mównica, zobaczyliśmy posągi greckich bóstw i kilku nimf. Usiedliśmy na miejscach, a po chwili przybyli pozostali, nowicjusze i nauczyciele.
-Witajcie!- powiedziała dydyrektoa- Ceremonię czas zacząć!
Po koleji podchodziła do każdej rzeźby i pytała czy ten bóg chce mieć syna lub córkę. Ależ się zdziwiła odpowiedzią Artemidy, która się zgodziła. Następnie wyczytywała po kolei ich imiona, a oni wyznaczali osoby, które miały walczyć. Dyrektorka wszystko zgrabnie zapisywała. Mnie wybrała Artemida, Savannah Temida, Artura Hades, a Jamesa Apollo. James walczył jako pierwszy z nas. Za broń wybrał sobie łuk i tarczę, jego przeciwnik miecz i włócznię. Pojedynek szybko się skończył. James wytrącił chłopakowi włócznię i cały czas strzelał do niego z łuku. Trafił w serce za trzecim razem. Savannah też wygrała. Dziewczyna, z którą walczyła, była tak wystraszona, że po prostu nadziała się na jej miecz. Artur został poważnie ranny, ale wyszedł z walki zwycięsko. No i czas na mnie. Wybrałam sztylety (w liczbie 3) oraz łuk. Moja przeciwniczka- Martha - wybrała miecz i lancę. To by£a długa walka. Jej miecz wylądował poza areną, a mój łuk był już do niczego, ponieważ nie miałam strzał. Trafiły dwie, jedna w jej ramię, a druga w łydkę. Już myślałam, że mnie pokona. Rzuciła się na mnie z tą lancą, a ja nie wiem jak, dosięgłam ją sztyletem. Usłyszałam wtedy " Daphne Wiliams jesteś od dzisiaj córką Afrodyty", a nade mną śświecił znak Artemidy (łuk na tle księżyca w pełni). Wróciłam oszołomiona na swoje miejsce. Wygrałam! Moi przyjaciele wygrali! Szczęśliwsza być nie mogłam. Było mi żal zabitych, ale nie zmienia faktu, że przeżyłam, a to jest najważniejsze.
sobota, 27 czerwca 2015
Rozdział 3"Pierwszy dzień"
Dla najlepszej czytelniczki Herkules
~Daphne
Śniadanie było boskie. Cztery rodzaje płatków na mleko, różne sery i wędliny, chleb jasny oraz ciemny po prostu full wypas. Usiadłam przy stole, który znajdował się w samym środku. Z czasem dosiadły się inne osoby. Pierwsza była dziewczyna o imieniu Savannah. Miała takie piękne, długie, kasztanowe włosy. Następnie dosiadł się Artur. Muszę przyznać, że od razu widać było wokół niego aurę siły. Ostatni przyszedł James. Nie był może taki silny jak Artur, ale na pewno bardzo inteligentny. Od razu staliśmy się przyjaciółmi. Po śniadaniu poszliśmy do auli na drugim piętrze. Usiedliśmy w pierwszym rzędzie. Sala była bardzo przestronna wzorowana na greckich amfiteatrach. Chwilę później przyszli inni, czyli pozostali nowicjusze i dyrektorka.
-Witajcie! Proszę usiąść!- krzyknęła.
Podeszła do mównicy z mikrofonem i zaczęła przemawiać.
-Mam wam wytłumaczyć dlaczego tu jesteście- zaczęła.- Więc mówiąc prosto z mostu wszystkie mity greckie, "Iliada"Odysejpjj oraz wszyscy bogowie greccy istnieją naprawdę. Was wybrano ze względu na wasze pochodzenie z tamtego okresu i talenty. Każdy z bogów na specjalnej ceremoni wybierze dwóch nowicjuszy i utworzy wokół nich krąg światła i ta dwójka stoczy od razu walkę na śmierć i życie. Zwycięzca staje się synem lub córką danego boga i będzie mieć specjalne moce. Ponadto zwycięzcy mogą uzyskać dodatkowego boskiego opiekuna.- wytłumaczyła.- Pierwszy rok będziecie się uczyć podstaw, drugi polega na opanowaniu sztuki walki wszelką bronią, w trzecim nauczycie się panować nad swoimi darami, a w czwartym nauczycie się jak przystosować się do innych ze swoimi mocami- ciągnęła.- Ceremonia odbędzie się jutro po śniadaniu, a najbliższy tydzień jest wolny od zajęć. I jeszcze jedno. Po uznaniu przez boga wasz wygląd zewnętrzny też się zmieni. Dziękuję za wysłuchanie mnie! Powodzenia jutro! Stroje na jutrzejszą ceremonię są w waszych pokojach- skończyła.
Osłupiali siedzieliśmy jeszcze przez pięć minut na swoich miejscach. Wstałam pierwsza, a za mną Savannah, Artur i James. Poszliśmy od razu do swoich pokojów. Musieliśmy to przemyśleć. Na łóżku leżała piękna, grecka toga z pozłacanym paskiem i skórzanymi sandałkami. Położyłam te rzeczy na krześle i zaczęłam czytać moją ulubioną książkę na łóżku. Dzień minął bardzo szybko: obiad, czytanie, wieczorna toaleta i sen. Przez resztę dnia żaden nowicjusz już się nie odezwał. Wszyscy musieliśmy to w całości przetrawić, a do tego dochodził jeszcze stres przed jutrem. Ciekawe kto mnie jutro wybierze.
~Daphne
Śniadanie było boskie. Cztery rodzaje płatków na mleko, różne sery i wędliny, chleb jasny oraz ciemny po prostu full wypas. Usiadłam przy stole, który znajdował się w samym środku. Z czasem dosiadły się inne osoby. Pierwsza była dziewczyna o imieniu Savannah. Miała takie piękne, długie, kasztanowe włosy. Następnie dosiadł się Artur. Muszę przyznać, że od razu widać było wokół niego aurę siły. Ostatni przyszedł James. Nie był może taki silny jak Artur, ale na pewno bardzo inteligentny. Od razu staliśmy się przyjaciółmi. Po śniadaniu poszliśmy do auli na drugim piętrze. Usiedliśmy w pierwszym rzędzie. Sala była bardzo przestronna wzorowana na greckich amfiteatrach. Chwilę później przyszli inni, czyli pozostali nowicjusze i dyrektorka.
-Witajcie! Proszę usiąść!- krzyknęła.
Podeszła do mównicy z mikrofonem i zaczęła przemawiać.
-Mam wam wytłumaczyć dlaczego tu jesteście- zaczęła.- Więc mówiąc prosto z mostu wszystkie mity greckie, "Iliada"Odysejpjj oraz wszyscy bogowie greccy istnieją naprawdę. Was wybrano ze względu na wasze pochodzenie z tamtego okresu i talenty. Każdy z bogów na specjalnej ceremoni wybierze dwóch nowicjuszy i utworzy wokół nich krąg światła i ta dwójka stoczy od razu walkę na śmierć i życie. Zwycięzca staje się synem lub córką danego boga i będzie mieć specjalne moce. Ponadto zwycięzcy mogą uzyskać dodatkowego boskiego opiekuna.- wytłumaczyła.- Pierwszy rok będziecie się uczyć podstaw, drugi polega na opanowaniu sztuki walki wszelką bronią, w trzecim nauczycie się panować nad swoimi darami, a w czwartym nauczycie się jak przystosować się do innych ze swoimi mocami- ciągnęła.- Ceremonia odbędzie się jutro po śniadaniu, a najbliższy tydzień jest wolny od zajęć. I jeszcze jedno. Po uznaniu przez boga wasz wygląd zewnętrzny też się zmieni. Dziękuję za wysłuchanie mnie! Powodzenia jutro! Stroje na jutrzejszą ceremonię są w waszych pokojach- skończyła.
Osłupiali siedzieliśmy jeszcze przez pięć minut na swoich miejscach. Wstałam pierwsza, a za mną Savannah, Artur i James. Poszliśmy od razu do swoich pokojów. Musieliśmy to przemyśleć. Na łóżku leżała piękna, grecka toga z pozłacanym paskiem i skórzanymi sandałkami. Położyłam te rzeczy na krześle i zaczęłam czytać moją ulubioną książkę na łóżku. Dzień minął bardzo szybko: obiad, czytanie, wieczorna toaleta i sen. Przez resztę dnia żaden nowicjusz już się nie odezwał. Wszyscy musieliśmy to w całości przetrawić, a do tego dochodził jeszcze stres przed jutrem. Ciekawe kto mnie jutro wybierze.
czwartek, 25 czerwca 2015
Rozdział 2 "Mój pokój"
Pokój był bardzo mały. Pod niewielkim oknem stało skromne, jednoosobowe łóżko. Obok stało duże biurko z krzesłem. Na blacie stała mała lampka, ryza papieru, podręczniki, zeszty i pióro z inkaustem. Niedaleko drzwi znajdowała się szafa wypełniona mundurkami. Każdy z nich miał tarczę Akademii (błękitne pole, w środku któreo widniała ręka trzymająca błyskawicę). Podłogę wyłożono ciemnymi panelami. Ogółam pomimo, że pokój był mały to uważam, że przytulny. Usiadłam przy biurku i otworzyłam tajemniczą kopertę. Był tam list (dziwnie krótki) i plan lekcji. Przeczytałam najpierw ten dłuższy bo jakże inaczej.
Poniedziałek. Wtorek. Środa. Czwartek. Piątek. Sobota
9.00-10.30. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie
10.40-12.10. Gkg. Ps. Ja. Jph. Ja. Gkg
12.20-13.50. Ja. Jph. Jph. Jph. Ja. . 14.00-15.30. Obiad. Obiad. Obiad. Obiad. Obiad. Obiad
15.40-17.10. Ps. Gkg. Gkg. Ps. Gkg. Jph
17.20-18.50. Jps. Ja. Ps. Ps. Gkg. Ja
19.00-21.00. Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny. Czas wolny
21.00. Cisza nocna. Cisza nocna. Cisza nocna. Cisza nocna. Cisza nocna. . Kolacja i czas wolny
Gkg-greka i kultura grecka sala 1
Ja-język angielski sala 2
Ps-przedmioty ścisłe sala 10
Iph- język polski i historia sala 3
Posiłki są podawane na parterze w jadalni.
No, a list brzmiał tak:
Szanowna Daphne!
Pewnie zastanawiasz się co tu robisz. Dowiesz się tego jutro. Mimo, że właśnie niedziela jest wolna (może, że masz karę) to ogłaszam apel na godzinę 11.00 w auli. Mam nadzieję, że odpowiem na wszystkie Twoje pytania i, że będziesz dobrze się tutaj czuła. Dyrektorka
Apollonia
Tym listem zakończyłam sobotni wieczór. Poszłam jak najszybciej do łazienki dziewcząt, a potem poszłam spać niemogąc doczekać się spotkania z dyrektorką.
Poniedziałek. Wtorek. Środa. Czwartek. Piątek. Sobota
9.00-10.30. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie. Śniadanie
10.40-12.10. Gkg. Ps. Ja. Jph. Ja. Gkg
12.20-13.50. Ja. Jph. Jph. Jph. Ja. . 14.00-15.30. Obiad. Obiad. Obiad. Obiad. Obiad. Obiad
15.40-17.10. Ps. Gkg. Gkg. Ps. Gkg. Jph
17.20-18.50. Jps. Ja. Ps. Ps. Gkg. Ja
19.00-21.00. Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny Kolacja i czas wolny. Kolacja i czas wolny. Czas wolny
21.00. Cisza nocna. Cisza nocna. Cisza nocna. Cisza nocna. Cisza nocna. . Kolacja i czas wolny
Gkg-greka i kultura grecka sala 1
Ja-język angielski sala 2
Ps-przedmioty ścisłe sala 10
Iph- język polski i historia sala 3
Posiłki są podawane na parterze w jadalni.
No, a list brzmiał tak:
Szanowna Daphne!
Pewnie zastanawiasz się co tu robisz. Dowiesz się tego jutro. Mimo, że właśnie niedziela jest wolna (może, że masz karę) to ogłaszam apel na godzinę 11.00 w auli. Mam nadzieję, że odpowiem na wszystkie Twoje pytania i, że będziesz dobrze się tutaj czuła. Dyrektorka
Apollonia
Tym listem zakończyłam sobotni wieczór. Poszłam jak najszybciej do łazienki dziewcząt, a potem poszłam spać niemogąc doczekać się spotkania z dyrektorką.
środa, 24 czerwca 2015
Rozdział 1"Dziwna wizyta"
Tydzień już minął. Żegnaj wolność i witaj Akademio. Rano spakowałam najważniejsze rzeczy i wsiadłam do auta mojej nowej szkoły. Po kilku godzinach jeżdżenia po polach i wsiach byłam na miejscu. Ogromny budynek był otoczony fosą jak w średniowiecznym zamku. Wjechałam do środka przez most zwodzony. Na podwórzu czekali inni, zazarówno dziewczyny i chłopcy,a wszyscy w moim wieku.
- Do szeregu!!!- krzyczała kobieta do ponad 200 dzieciaków w wieku lat 14.
O dziwo wszyscy posłuchali. Zaczeli wyczytywać wszystkich nazwiskami.
-Daphne Williams!- krzyknęła.
Na ugiętych kolanach podeszłam do niej ze swoją torbą. Wręczyła mi kopertę i powiedziała.
- Pokój numer 13- i podała mi kluczyk.
Poszłam więc do pokoju jak moi poprzednicy. Nieświadoma niczego co się ma zdażyć w najbliższej przyszłości.
Mam nadzieję, że się podoba i powiedzcie szczerze czy mam kontynuować tę książkę. Do zobaczonka Michalina
- Do szeregu!!!- krzyczała kobieta do ponad 200 dzieciaków w wieku lat 14.
O dziwo wszyscy posłuchali. Zaczeli wyczytywać wszystkich nazwiskami.
-Daphne Williams!- krzyknęła.
Na ugiętych kolanach podeszłam do niej ze swoją torbą. Wręczyła mi kopertę i powiedziała.
- Pokój numer 13- i podała mi kluczyk.
Poszłam więc do pokoju jak moi poprzednicy. Nieświadoma niczego co się ma zdażyć w najbliższej przyszłości.
Mam nadzieję, że się podoba i powiedzcie szczerze czy mam kontynuować tę książkę. Do zobaczonka Michalina
wtorek, 23 czerwca 2015
Prolog
Wszystko zaczęło się niepozornie. Moje życie obróciło się o 360 stopni właśnie dzisiaj. Najpierw przyszła do mnie i mojej mamy pewna starsza pani. Jej włosy były siwe, upięte w kok. Błękitne oczy przewiercały mnie wzrokiem. Ubrana była w szary kostium, który idealnie dopełniały jej prostokątne okulary . Zapytała nas czy mmoże wejść i nie czekając na odpowiedź bezceremonialnie weszła do salonu. Powiedziała byśmy usiadły.
-Więc to pani nazywa się Cassandra, a pani córka to pewnie Daphne.Zgadza się?-powiedziała.- Ja jestem Helena i jestem dyrektorem akademii, która chce przyjąć pańską córkę- oznajmiła bez ogródek.
-Przepraszam, to jakaś pomyłka- odpowiedziała mama.- Dlaczego mielibyście ją przyjąć skoro rzadko się uczy i nic nie robi?- zapytała.
-Mamy ku temu swoje powody i zapewniam, że Daphne będzie miała najlepszą opiekę-zapewniła.- Tylko musi pani wyrazić zgodę- ooznajmiła.
-Dobrze, ale co z podręcznikami i innymi rzeczami?-spytała
-Wszystko jest na miejscu- zapewniła- Za tydzień kogoś po nią przyślemy- powiedziała i wyszła.
Stałam jak słup soli, a potem pobiegłam do parku aby odreagować spotkanie z dziwną dyrektorką. W końcu stwierdziłam, że muszę wykorzystać ten tydzień wolności i pożegnać się z rodzinnym miastem. No cóż, mam nadzieję że źle nie będzie.
-Więc to pani nazywa się Cassandra, a pani córka to pewnie Daphne.Zgadza się?-powiedziała.- Ja jestem Helena i jestem dyrektorem akademii, która chce przyjąć pańską córkę- oznajmiła bez ogródek.
-Przepraszam, to jakaś pomyłka- odpowiedziała mama.- Dlaczego mielibyście ją przyjąć skoro rzadko się uczy i nic nie robi?- zapytała.
-Mamy ku temu swoje powody i zapewniam, że Daphne będzie miała najlepszą opiekę-zapewniła.- Tylko musi pani wyrazić zgodę- ooznajmiła.
-Dobrze, ale co z podręcznikami i innymi rzeczami?-spytała
-Wszystko jest na miejscu- zapewniła- Za tydzień kogoś po nią przyślemy- powiedziała i wyszła.
Stałam jak słup soli, a potem pobiegłam do parku aby odreagować spotkanie z dziwną dyrektorką. W końcu stwierdziłam, że muszę wykorzystać ten tydzień wolności i pożegnać się z rodzinnym miastem. No cóż, mam nadzieję że źle nie będzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)