Wszystko zaczęło się niepozornie. Moje życie obróciło się o 360 stopni właśnie dzisiaj. Najpierw przyszła do mnie i mojej mamy pewna starsza pani. Jej włosy były siwe, upięte w kok. Błękitne oczy przewiercały mnie wzrokiem. Ubrana była w szary kostium, który idealnie dopełniały jej prostokątne okulary . Zapytała nas czy mmoże wejść i nie czekając na odpowiedź bezceremonialnie weszła do salonu. Powiedziała byśmy usiadły.
-Więc to pani nazywa się Cassandra, a pani córka to pewnie Daphne.Zgadza się?-powiedziała.- Ja jestem Helena i jestem dyrektorem akademii, która chce przyjąć pańską córkę- oznajmiła bez ogródek.
-Przepraszam, to jakaś pomyłka- odpowiedziała mama.- Dlaczego mielibyście ją przyjąć skoro rzadko się uczy i nic nie robi?- zapytała.
-Mamy ku temu swoje powody i zapewniam, że Daphne będzie miała najlepszą opiekę-zapewniła.- Tylko musi pani wyrazić zgodę- ooznajmiła.
-Dobrze, ale co z podręcznikami i innymi rzeczami?-spytała
-Wszystko jest na miejscu- zapewniła- Za tydzień kogoś po nią przyślemy- powiedziała i wyszła.
Stałam jak słup soli, a potem pobiegłam do parku aby odreagować spotkanie z dziwną dyrektorką. W końcu stwierdziłam, że muszę wykorzystać ten tydzień wolności i pożegnać się z rodzinnym miastem. No cóż, mam nadzieję że źle nie będzie.
Fajne. Czytam dalej
OdpowiedzUsuń